Skromność, niesamowity feeling i przeraźliwie zdolni muzycy – tak można opisać ten zespół trzema określeniami. Bitamina po raz kolejny poruszyła opolan w Narodowym Centrum Polskiej Piosenki.

Kiedy po 15 minutowym opóźnieniu usłyszeliśmy dźwięki natury – publiczność zamilkła. Cała ich uwaga została skierowana na scenę, ale kiedy pojawili się na niej Panowie oklaskom nie było końca. Rozpoczęli oni swój występ od jednej ze swoich najnowszych kompozycji z nadchodzącego albumu Kwiaty i Korzenie. Podczas koncertu usłyszeliśmy więcej nowych utworów, co tylko rozbudziło oczekujących na krążek fanów. Przedstawione kawałki zwiastują naprawdę dobry album – z jednej strony pozostawiony w starym stylu, ale jednak zdecydowanie bardziej melodyjny. Nie zabrakło oczywiście również starszych “bitaminowych” kompozycji: Nie wiem jak, które zostało odśpiewane przez publiczność od początku do końca; Pornosy w nowej reggae’owej wersji czy kultowe już Pytanie do niej. Bitamina to jeden z tych zespołów, które istnieją dla fanów – ich interakcja z publicznością jest niesamowita. Odpowiadają na każde wykrzyczane wyznanie miłości, życzenia odnośnie piosenek czy przywitanie. Nie pozwalają na chwilę nudy i angażują widzów w swój performance, ucząc ich tańczyć jak przy piosence Pornosy czy „łapać” dźwięk przed Kawalerką na sprzedaż. Wyjątkowość ich występów wiążę się także z dwójką wokalistów, którzy nie stoją razem na scenie. Mateusz Dopieralski i Piotr Sibiński wymieniają się nie wchodząc sobie w paradę. Mateusz śpiewa, a Piotrek dopełnia wszystko swoimi wierszykami – całość tworzy niesamowitą, oryginalną atmosferę. Mówiąc o niesamowitej atmosferze nie można tutaj nie wspomnieć o genialnych instrumentalistach. Jeśli nudzą Was solówki na koncertach – tutaj nie ma o tym mowy! Mocno wyczuwalne gitary, nadająca rytm perkusja czy melodyjne klawisze to połączenie, dzięki któremu każdy dźwięk jest jak muzyczna uczta. Widać, że Panowie bardzo się lubią i to sprawia, że chemia ze sceny przenosi się również na publikę. Dosyć dużym zaskoczeniem były dwa utwory, których zupełnie się nie spodziewałam: piosenka Nikt, która znalazła się na albumie duetu producenckiego Flirtini w oryginale wykonywana z Dawidem Podsiadło oraz Tryb samolot z ostatniej płyty zespołu Rasmentalism, na której głosu użyczył wokalista Bitaminy pod pseudonimem Vito.

Był to mój drugi koncert Bitaminy i na pewno nie ostatni. Wiedziałam czego mogę się po nich spodziewać, a jednak udało im się mnie pozytywnie zaskoczyć. O świetności ich występów świadczy nie tylko frekwencja (która swoją drogą zdecydowanie dopisała), ale także podwójny bis, na którym zagrali m.in.: najbardziej chyba oczekiwany i najczęściej wykrzykiwany utwór Dom.

Koncert tego zespołu to nie odśpiewanie czy odegranie piosenek – to prawdziwa uczta dla ucha i oka, a sympatia i skromność, która bije od chłopaków sprawia, że chciałoby się zostać z nimi już na zawsze.

Relacja: Klaudia Nabiałkowska
Zdjęcie: Maciej Pałczyński