Potrzebujesz oderwać się trochę od rzeczywistości, posłuchać brzmień gitary? Panowie z Rainy Day są w stanie Ci to zapewnić, a wszystko dzięki debiutanckiemu albumowi, który ukazał się pod koniec zeszłego roku. Jeśli lubisz melancholijne, spokojne klimaty, ta płyta jest ewidentnie dla Ciebie.

Krążek Wykute w deszczu, który miał swoją premierę 15 listopada 2018 roku, został nagrany w Quality Studio, a jego producenci to Wojtek Kubicki i Damian Pietrasik. Za wydanie albumu odpowiada Sigi Records.

 Rainy Day swoją działalność rozpoczął w październiku 2017 roku z inicjatywy Wojtka Kubickiego, którego działką są teksty, wokal i gitara. Jego kompan, Michał Kochański, wzbogaca twórczość tym samym instrumentem. Ponadto warszawski zespół stale współpracuje z Damianem Pietrasikiem – instrumenty klawiszowe, syntezatory. Oprócz dwóch gitar i klawiszy na płycie można usłyszeć także bas – Błażej Chochorowski i perkusję – Amadeusz Krebs.

Jeszcze niedawno nie słyszałam o Rainy Day. Gdy jednak wzięłam do ręki album Wykute w deszczu, postanowiłam sprawdzić, co to za muzyka, w jakim klimacie są kawałki umieszczone na płycie. Już od pierwszego utworu można stwierdzić, że to rock. Obecność gitary czy perkusji mówi przecież sama za siebie. Ale artyści nieco inaczej patrzą na swoją twórczość. Jak powiedział lider zespołu: Nie wzorujemy się na nikim i nie dążymy do tego, aby brzmieć jak zespół ‘x’ czy ‘y’,gramy własną muzykę, w zasadzie to jest materializacja tego co gra nam w głowie. A co gra w głowie składu Rainy Day?

Po pierwszym zerknięciu na okładkę płyty pomyślałam, że część piosenek będzie o głębokiej wierze. Poniższe tytuły by na to wskazywały: Facebóg, Stygmaty, Ojcze. Ale czy na pewno? Na pewno po przesłuchaniu albumu sami odpowiecie sobie na to pytanie. Dodam tylko, że Stygmaty szczególnie przykuły moją uwagę. Byłam pozytywnie zaskoczona pomysłem Maćka Olbrycha, który odpowiada za tekst. Słowa w połączeniu z muzyką tworzą całość, której można słuchać na okrągło, a solowa partia gitary to strzał w dziesiątkę.

Chociaż w żadnym tytule nie pada słowo „miłość”, to tak naprawdę krążek Wykute w deszczu przepełniony jest tematyką miłosną. Autor piosenek wielokrotnie zwraca się do kobiety, opowiada o swoich uczuciach i rozterkach (Niepewny, POM, Gorzko słodki). Teksty te są bardzo emocjonalne. W zasadzie mogę powiedzieć, że w połączeniu z melodią przyjemnie się ich słucha. W niektórych kawałkach brakuje jednak dopracowania, ponieważ muzyka zagłusza wokal, jak np. w utworze Nie zakopuj czy Nie będę płakał. Da się to jednak wybaczyć, bo całość wpada w ucho, a drobne niedociągnięcia wokalista rekompensuje swoją barwą głosu i przemyślanym doborem słów.

Nazwa płyty nie jest przypadkowa. Już w pierwszym kawałku słyszymy odgłosy burzy i ulewy powoli przechodzące w dźwięk instrumentów. Listopadowy dzień otwiera playlistę i wprowadza w melancholijny klimat. Mamy tu do czynienia z melodyjnym, spokojnym, pełnym emocji rockiem. W tle możemy usłyszeć chórek. Głos wokalisty od czasu do czasu nabiera chrypki, która brzmi całkiem dobrze w połączeniu z gitarą i perkusją.

Album Wykute w deszczu ma budowę klamrową, ponieważ zarówno pierwszy, jak i ostatni utwór łączy ten sam motyw. Słyszymy bowiem dźwięki ulewy. Dzieje się tak na początku i na końcu piosenek. To świetny pomysł na oddanie klimatu płyty, ale przede wszystkim nawiązanie do nazwy zespołu i debiutanckiego krążka.

Melancholijny mood i spokojne brzmienia zdecydowanie dominują na tej płycie. Możemy jednak usłyszeć mocniejsze dźwięki. Idealnym przykładem jest kawałek Manufaktura, w którym energiczna gra pobudza po wcześniejszym – delikatniejszym utworze. Pojawia się nieco inny klimat. Poza tym słuchacz może oderwać się od miłosnej tematyki. W Manufakturze podoba mi się także wokal. Spokojny głos pomimo ostrzejszych melodii wprowadza balans i wpada w ucho. Do tekstu również nie mogę się przyczepić. A refren: Na pozór to tylko ja – ludzka istota. Na pozór to tylko ja – super genialny pół idiota uważam za totalne mistrzostwo. Niby banalne, a zostaje w głowie na długo po przesłuchaniu albumu. Swoją drogą, ta piosenka to jeden z wyjątków, ponieważ tekstu nie pisał Kubicki – autorką jest Małgorzata Schaap.

Według mnie debiutancka płyta zespołu Rainy Day jest stworzona na długie jesienne wieczory (oczywiście przy akompaniamencie deszczu). Pasuje zarówno do przesłuchania w domu, jak i w samochodzie, gdy ktoś wybiera się w dalszą podróż. Nie ulega wątpliwości, że Panowie włożyli wiele wysiłku i pracy, aby powstał ten krążek. Każdy znajdzie tutaj coś dla siebie, nawet jeżeli na co dzień nie słucha tego rodzaju muzyki. Ogromna dawka emocji i uczuć, różnorodność brzmień oraz niepowtarzalny klimat zdecydowanie do mnie przemówiły. Może Tobie również przypadną do gustu.

Agnieszka Biernacka